Folder / Red Lof

Available now on:

Nasiono 1/2009

chemo 3:47
hoarfrost 5:26
airglow 3:43
joy 2:48
I wish 3:56
nothing 3:45
live in the arteries 4:18
quick silver 4:01

*
format: cd-audio
okładka: digipack
czas trwania: 31:45

 





cena: 39,99 zł (+ 7 zł koszty przesyłki – tylko na terenie Polski)





cena: 9,99 € (+ 5 € koszty przesyłki – poza granicami Polski)

 

Pierwsze skojarzenie – muzyka melancholijna. Z jednej strony gitarowe piosenki z klasycznym układem zwrotka-refren, z drugiej dziwny trans i monotonność, która wciąga jak szara jesienna pogoda. Zespół na pierwszy rzut oka pozostaje w cieniu wokalistki Asi Kuźmy, której miękki, ale odległy, nieco autystyczny wokal nadaje ton tej płycie. Kojarzyć się może z niektórymi dokonaniami PJ Harvey (Stories from the city…).

Po kilku przesłuchaniach okazuje się, że sekcja rytmiczna pracuje w Folderze jak dobry silnik. Jej gra przypomina nieco Interpol czy Joy Division, oszczędna, zimnofalowo, chropowato. Trochę jakby się jechało pociągiem relacji Gdynia – Hel w połowie listopada. To co się może podobać to brak patosu, który tak drażni w Muse czy Coldplay.

Folder tylko na pozór gra muzykę dość ciepłą i przyjazną. Są ładne melodie, są ciepłe harmonie. Kolejne numery wydają się jednak niebezpiecznie podobne do siebie. To efekt oddalenia, zarówno muzycznego (dużo pogłosów), jak i emocjonalnego. Jak powtarzające się obrazy za oknem pociągu. Jednych będzie nudzić, innych wessie niczym trzęsawisko.

 

muzyka i słowa: zespół folder: joanna kuzma-głos..mariusz kuzownik-gitara..jedrek chrapek-bass..marcin miskiewicz-perkusja.

gość:karol schwarz-gitara.

nagrywane i miksowane w Krępkowicach oraz w DJK Gdańsk przez karola schwarz.

okładka: Łukasz Pawlak REQUIEM
zdjęcie zespołu: Przemysław Małkowski Blow&Flow Agency

nasiono.net/folder
myspace.com/foldertheband

 

R E C E N Z J E

(…) Folder gra to, do czego przygotował nas na Inside: muzykę ponurą, dostojną, momentami przeraźliwie smutną. Na czoło wybija się niesamowity głos Asi, przepełniony dojmującym smutkiem, a jednocześnie tak obojętny i czysty. Album rozpoczyna Chemo – utwór, który najmocniej zapada w pamięć, może dlatego, że jest to pierwszy kontakt z potężnym przestrzennym brzmieniem serwowanym przez Karola Schwarza. Głęboki sfuzzowany bas, motoryczna praca perkusji, opływające ten szkielet eteryczne partie gitar i otulony pogłosami wokal. Robi wrażenie i momentalnie wprowadza w podniosły nastrój całej płyty. (…)
Nie rozpisuję się nad tekstami, bo w obliczu przygniatającego klimatu ich wydźwięk jest oczywisty. Kto chce może analizować ich treść, dla mnie liczy się całość, którą odbiera się organicznie. Sugeruję słuchać późnym wieczorem w kompletnej ciszy. Ścina z nóg. [m]

wearefrompoland.blogspot.com

 

****

Debiutancka płyta trójmiejskiej grupy Folder powstawała w starym dworku myśliwskim na Kaszubach. Jedynym źródłem ogrzewania był kominek. I może dlatego materiał jest tak gorący.
(…) Płyta “Red Lof” zawiera tylko osiem utworów, około pół godziny muzyki. Wystarczająco, żeby udowodnić, że to jeden z najważniejszych debiutów ostatnich miesięcy na rodzimej scenie alternatywnej. Ten krążek to zestaw bardzo dobrych, na swój sposób przebojowych kompozycji, w których płynnie łączą się elementy indie rocka i stylowo odtworzonej nowej fali sprzed ponad dwóch dekad. Zespół wypracował sobie charakterystyczne brzmienie, w którym na plan pierwszy wysuwają się miękkie, ciepłe, rozlane dźwięki gitary i delikatny głos wokalistki.(…)

Przemysław Gulda. Gazeta Trójmiasto – całość pod tym linkiem

 

****

O tym, że polskie zespoły z wokalistkami na czele, radzą sobie całkiem nieźle, wiadomo nie od dziś. Trójmiejski Folder dołącza do tego grona, proponując swoją własną wersję mieszanki shoegaze’u i melancholii. Mówicie to już było? No nie do końca.
Grupa dała się poznać wydanym pod koniec ubiegłego roku EP zatytułowanym “Inside”. Muzyka zebrana na krążku
pomimo wyraźnie słyszalnego “halo, to tylko nagranie demo” zbytnio nie przekonywała, lecz widocznie muzycy wzięli do siebie krytykę i postawili na dopracowanie i dookreślenie własnego stylu. Widać opłaciło się. Grupie groził rozpad (odejście wokalistki Asi Kuźmy, później powróciła), atmosfera nie była zbyt przychylna rozwojowi. W końcu coś się ruszyło, zespołem zainteresował się Karol Schwarz (trójmiejski producent oraz muzyk, znany z projektów Prawatt, Karol Schwarz All Stars, a także z dowodzenia własnym wydawnictwem Nasiono Records). Wraz z grupą zaszył się gdzieś na Kaszubach, zabierając ze sobą sprzęt nagrywający. Całkowicie nowy materiał zarejestrowano w jeden dzień. Do końca grudnia płyta “Red Lof” została zmiksowana i już w lutym można ją było zdobyć na kilku koncertach promujących.
Upraszczając – to, co słychać na zebranym materiale, odnosi w dźwiękowe rejony cold wave, shoegaze, gdzie chłodny bas napędza przedelayowane gitary. Nie da się jednak ustawić tego zespołu w rzędzie kapel, które czerpiąc z jednego źródła różnią się tylko kolorem gitar czy stylem ubioru. Na “Red Lof” jest dużo konkretniej i mocniej niż zostaliśmy do tego przyzwyczajeni podczas słuchania materiału z EPki. Ten debiut jest przykładem tego, jak powinno zaznaczać swą obecność na scenie. Jest przekrzyczany, konkretny, pełen zaskakujących przyśpieszeń. Te 8 piosenek zamknięte w zaledwie 32 minutach można nazwać kwintesencją aktualnych możliwości zespołu. Być może dłuższy materiał, urozmaicony bardziej eksperymentalnymi utworami nie przekonywałby tak bardzo.
Elementem głównie przykuwającym słuch jest głos Asi, naturalnie mocny, beznamiętny. To nie gitary, ale właśnie wokal nadaje temu materiałowi ognia i prędkości. Wystarczy wsłuchać się w otwierający album “Chemo”, najbardziej charakterystyczny chciałoby się rzec. Partia wokalna słyszalna w refrenie ukazuje wszystko to, o czym wspomniałem, ciary same przechodzą po plecach. Podobnie w bardzo przestrzennym “Airglow”, gdzie głos Asi nabiera dodatkowego odcienia delikatności. Dobrym przykładem twórczych możliwości grupy jest utwór “I Wish” – stopniowo rozbudowywany wokół wyśpiewywanych słów “I ask is anybody there?“, razi neurotycznym klimatem (unoszącym się nad całym krążkiem).
Nieco słabiej wypada “Hoarfrost”, który choć oparty na ciekawym motywie basowym, rozwija się trochę bez pomysłu. Gitary raczej budują przeplatane obrazy dźwiękowe, niż bazują na riffach. Takie rozwiązanie bynajmniej nie ujmuje energii, która skutecznie generowana przez sekcję rytmiczną sprawia, że przy tym krążku na pewno nie zaśniecie.
Ta płyta nie powinna przejść bez echa. To bez wątpienia jedna z ciekawszych polskich grup, która zadebiutowała w ostatnim czasie.

Marcin Bieniek, Uwolnijmuzyke.pl